„Komisarz Maciejewski. Morderstwo pod cenzurą.” Marcin Wroński

data wydania: 23 listopada 2007
ISBN: 978-83-60504-95-6
cena: 24,99 zł
wymiary: 125 x 195 mm
liczba stron: 320
oprawa: miękka ze skrzydełkami
Opis:
Powalający jak litr czystej wypity pod trzy meduzy w lubelskiej spelunce "Wykwintna". Skuteczni jak prawy prosty boksera, zniewalający jak Rudolf Valentino i niepowstrzymani niczym szarżująca tankietka. Oto podkomisarz Zygmunt "Zyga" Maciejewski i jego ludzie. Najlepsze gliny
z Wydziału Śledczego. O ile akurat nie boksują, nie piją i nie podrywają panienek...
Bo dobry policjant z Lublina wygląda, jakby nie wyglądał, albo wygląda jak bandyta. Tudzież jak alfons.
9 listopada 1930 r. serce Lublina pika jeszcze rytmem starego flegmatyka, gdy bestialsko oprawiony trup naczelnego "Głosu Lubelskiego" pobudza je do poziomu palpitacji. Komu podpadł znany z ciętego języka pismak? Włoskiej mafii czy komunistycznej międzynarodówce? A może to robota satanistów, którzy podobno odprawiają czarne msze w cukierni Semadeniego?
A może zlecenie dał konkurencyjny "Kurier Lubelski"?
- A niech to wszystko jasny szlag!!! Trup niemal w święto narodowe, jakby roboty było mało! Od dwóch dni harcerze na Placu Litewskim ryczą, że "Maszerują strzelcy..."!
Tajniacy Zygi ruszają w miasto. Trop wiedzie ich przez eleganckie pokoje hotelu "Europa", meliny ferajny z Kośminka, podłe speluny i burdele na Żmigrodzie,
by nieoczekiwanie runąć w wiekowe staromiejskie podziemia.
Ta sprawa musiała mieć drugie dno! Ale żeby od razu trzecie i czwarte?
Po lekturze Wrońskiego Lublin już nigdy nie będzie zwykłym miastem...
Warto odwiedzić stronę internetową autora: www.marcinwronski.art.pl
Recenzje
1. Oto kryminał retro, w którym wciągająca historia nie ustąpiła miłości autora do jego miasta. Bohater – a wraz z nim czytelnik – nie szuka zatem pretekstu, by pospacerować uliczkami Lublina, śledztwo samo go wciąga w najciemniejsze zaułki. A że kryminalna zagadka obmyślona jest sprawnie i wielopoziomowo, nie ma czasu się nudzić. Polecam!
Jakub Ćwiek, autor „Liżąc ostrze”
2. To świetna powieść o próbie rozumu, próbie przyjaźni i oczywiście o zbrodni. Nie tylko tej znaczącej drogę trupami. Komisarz Maciejewski również popełnia zbrodnię – w kraju ogarniętym patriotycznym szaleństwem jego bardziej interesują kryminalne zagadki i boks.
Romuald Pawlak, autor „Armii ślepców”
3. Czytaliśmy i tłumaczyliśmy wiele kryminałów. Większość z nich jest tak standardowa, że już po 20 stronach wiemy, kto zabił, i nie czytamy dalej. „Komisarza Maciejewskiego” oboje połknęliśmy w całości. To pierwszy kryminał retro, który nas wciągnął i skłonił do sięgnięcia po źródła historyczne. Ma duszę.
Maria Gębicka-Frąc i Cezary Frąc, tłumacze angielskiej i amerykańskiej literatury sensacyjnej
4. (...)Marcin Wroński w swojej książce skutecznie daje świadectwo tego, że dobry kryminał może być lekturą łatwą, przyjemną. ale jednocześnie niebanalną. Śledząc z zapartym tchem kolejne śledcze działania komisarza Maciejewskiego, miałem jednocześnie wrażenie, że mam do czynienia z lekturą, która daje mi o wiele więcej, niż rozrywkę, niezobowiązującą odskocznię od codziennych obowiązków. Autor potrafił wykreować świat, który mnie zaintrygował, żeby nie powiedzieć zafascynował. Mam na myśli przedwojenny Lublin, jego interesujący klimat, wynikający z wielokulturowości, różnorodności etnicznej. Komisarz Maciejewski tropi morderców, odsłaniając jednocześnie Lublin, pokazując nie tyle jego najpiękniejsze, co najbardziej intrygujące, niepokojące miejsca.(...)
Wiktor Serafin, Onet.pl
5. (...) Lublin, to piękne, magiczne miasto, w którym zakochałem się ongi od pierwszego wejrzenia, do tej pory nie dorobił się żadnej mrocznej, literackiej tajemnicy. Na szczęście dzięki Marcinowi Wrońskiemu ta biała plama na kryminalnej mapie została wypełniona. I to w jakim stylu!
(...)
Nie zdziwię się, jeśli niebawem zaczną być organizowane wycieczki śladami bohaterów Komisarza Maciejewskiego, książka ta jest bowiem nie tylko świetnym kryminałem z wartką akcją, znakomitą intrygą, strzelaninami i pościgami samochodowymi, ale i dziełem, które poprzez popularyzację Lublina i jego ciekawej historii powinno na stałe wpisać się w kulturalny krajobraz tego magicznego miejsca. (...)
Mirosław Szyłak-Szydłowski, Wirtualna Polska
6. "Komisarz Maciejewski" nie jest dziełem debiutanta. Marcin Wroński dał się już poznać jako pisarz z otwartą głową i wielką dbałością o każdy szczegół. Myślę, że można nazwać go pisarzem perfekcjonistą. Intryga, postacie, sceneria, historyczność - każda scena jest dopracowana i stanowi przyjemność samą w sobie. Lublin z lat 30. XX wieku wciąga w mroczne zaułki i niskie bramy, spływa listopadowym deszczem, zmienia miejsca znane i lubiane w tajemnicze i niebezpieczne. A Zyga Maciejewski z nieogoloną szczęką i wiecznie pomiętą koszulą może stać się lubelską ikoną literacką. Może kiedyś doczekamy się zaułku Zygi albo knajpy "Mordownia u komisarza"? Bo "Komisarz Maciejewski" jest tego wart.
Katarzyna Arbaczewska-Matys, Projektlublin.com
7 .Powieściowy atmosfera jest iście zawadiacka ;-) Poza wprowadzeniem wesołych sentencji w stylu „Maciejewski zawsze uważał, że ludzie, którzy zbyt ładnie piszą, są podejrzani” (s. 194), mamy do czynienia z umiejętnie budowaną atmosferą powieściowej grandy, w której pan Teofil rzeczywiście często dostaje w profil, a Don Juan Pedro de Gonzaga, handlarz żywym towarem, wzbudza popłoch wśród miejscowych prostytutek.
Takich kryminałów poprosimy więcej!
Bibliotekarka, Zbrodnia w Bibliotece
8. Choć mamy tu mord, przestępstwa i ogólnie rzecz biorąc "złych ludzi", to rzeczywistość ta ma w sobie specyficzny urok. Coś jak filmy o włoskiej mafii w Stanach – przestępcy mają swój kodeks, nawet świat zbrodni kieruje się pewnymi zasadami, a koledzy z ringu, nawet jeśli stają po dwóch stronach barykady, trzymają się razem. Dla mnie dodatkowym plusem jest także to, że w książkach tego rodzaju najważniejszy jest człowiek – a w "Komisarzu Maciejewskim" mamy prawdziwą galerię postaci, od samego Zygi począwszy a na "uczciwych złodziejach" skończywszy.
Monika Frenkiel, Onet.pl
9. Cała intryga rozgrywa się w trójkącie „władza – media – biznes”, co umożliwiło autorowi sugestywne pokazanie relacji prasy ze stróżami prawa, a także klimat polityczny II Rzeczypospolitej (ale na szczęście obyło się bez taniej publicystyki). Wielotorowe śledztwo, zbudowane na naprawdę zaskakujących zwrotach, pozwoli nam zerknąć w niebezpieczne zaułki Starówki, odwiedzić fantastyczną mordownię „Wykwintna”, zajrzeć do redakcji prasowych i opuszczonych fabryk, zejść do dzielnicy żydowskiej tropem ukrywającego się komunizującego poety, którego pierwowzorem był Józef Łobodowski. Nie zabraknie oczywiście samochodowego pościgu (jedna z najlepszych scen w powieści), nie zabraknie wątku męskiej przyjaźni w iście chandlerowskim duchu, nie zabraknie wreszcie pięknej bokserskiej klamry na koniec. Dramatyzm akcji Wroński rozładowuje dobrze wyważoną ironią w narracji, ale z jeszcze większą przyjemnością czyta się inteligentne, cięte dialogi. I chociaż Morderstwo pod cenzurą nie jest dziełem doskonałym (wątek kryminalny, w większości prowadzony bezbłędnie i z napięciem, w pewnym momencie zaczyna sprawiać wrażenie lekko przekombinowanego), to jest świetnie napisanym kawałkiem literatury popularnej. Wroński ani nie udaje Dostojewskiego, ani nie ucieka się do niepoważnych parodystycznych chwytów i mrugania okiem do czytelnika. Daje nam potoczyście i stylowo opowiedzianą historię policyjną, z pełnokrwistymi bohaterami, przy tym niewymuszenie, jakby „przy okazji”, tworząc sugestywny nastrój i mieniący się barwami portret nie istniejącego już dziś miasta. Aż się prosi o sfilmowanie!
Michał Stanek, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie, hieronim.wbp.lublin.pl/wbp/recenzje/wronski_morderstwo.html

